LIFE I MATUSZKA POZDRAWIAJĄ

LIFE I MATUSZKA POZDRAWIAJĄ

LIFE I MATUSZKA POZDRAWIAJĄ

Kochany Opiekunie!

Wasze koniki ślą Wam pozdrowienia, zapewniają, że u nich wszystko dobrze i podsyłają porcję zdjęć, ku pamięci! Life już podrósł, niebawem będzie miał pierwsze urodziny. Nie wypada więc, żeby taki duży chłopak jadł z jednego pojemnika z mamą. Od pewnego czasu koniki jedzą oddzielnie i to z prawdziwego żłobu, do którego Life już dostaje! Wygląda na to, że podoba mu się taki podział, zjada całą należną mu porcję. Pilnujemy, żeby Matuszka po zjedzeniu swojej racji nie wyjadała małemu. Life nawet zaczął się domagać, aby odgonić ją od jego żłobu, kiedy Matuszka zbliża się po posiłku, a on jeszcze je.

Chciałoby się napisać, że rozpoczynamy właśnie wiosnę kalendarzową, zima już za nami ale nic z tego! Wszelkie okoliczności przyrody wyglądają tak, jakbyśmy właśnie byli w pełni zimy. Wielu z Was pyta, jak sobie radzimy w czasie mrozów. Zima w schronisku dla zwierząt niestety nie jest łatwym okresem. Konie wychodzą na krótko na wybiegi, w zasadzie tylko na czas ścielenia stajni i sprowadzamy je z powrotem, żeby nie zamarzła woda w rurkach od poideł. Nie udało nam się tego całkowicie uniknąć i niektórym koniom musieliśmy donosić wodę, ponieważ część poideł przestała działać. W czasie odwilży zrobiło się na padokach błoto, które następnie zamarzło tworząc grudy, co utrudnia koniom chodzenie. U zwierząt, które nie mieszkają w stajniach, a w zagrodach także woda jest dużym problemem. Bardzo szybko zamarza w kastrach, trzeba kilka razy dziennie ją rozkuwać i wybierać lód. Dlatego rano zwierzęta dostają ciepłą wodę, żeby się napiły do woli i żeby przez jakiś czas nie zamarzła. Te, które dostają mokre jedzenie – świnki, gołębie dostają je na ciepło w czasie mrozów.

Ostatni atak zimy sprawił dużą uciechę koniom. Z radością bawiły się w białym puchu. A najbardziej chyba ucieszyły się staruszki, które po wyjściu ze stajni zaczęły brykać i tarzać się jak nigdy. Zobaczcie zimowy album, miejmy nadzieję że póki co, ostatni. Natomiast ogierki ze stajni suskiej, które trafiły do nas wiosną ubiegłego roku ze Skaryszewa i bezpośrednio z rzeźni, pierwszy raz widziały taki śnieg. Nie wiedząc co z tym zrobić, galopowały całym stadem wzdłuż i w poprzek wybiegu. Zobaczcie ten orszak radości, ciekawe czy tym z Was, którzy mają adoptowanego jednego z tych łobuzów, uda się odnaleźć swojego konika w tym miksie koni i wirującego śniegu. Zobacz filmy. A tak wybiegały na cały biały (!) padok konie ze stajni huculskiej

Za nami Skaryszew. Część z Was dostała poprzedniego maila z informacjami jeszcze przed targami, dlatego jeszcze wrócę krótko do Wstępów. Tak naprawdę niewiele się zmieniło w Skaryszewie, mimo zapewnień władz i innej organizacji, konie były wywożone na rzeź. Wprawdzie na samym targu nie było tirów ale widzieliśmy je w okolicy. Część transportów została cofnięta z targu, ale należałoby sobie zadać pytanie, co się stało z tymi końmi? Przeładunki zwierząt odbywały się po prostu w okolicznych gospodarstwach. Samochody z końmi były na polach, w lasach, na okolicznych drogach. Na samo targowisko wpuszczono zwierzęta zgodnie z zapowiedzią o godz. 5 rano, we wcześniejszych latach robiono to znacznie wcześniej, zwykle ok. północy. Tym razem zwierzęta stały wiele godzin na mrozie, często spocone, stłoczone, w nieprzystosowanych transportach. Nie o takie zmiany nam chodziło… Dlatego nie odpuszczamy! Dociskamy i doprowadzamy do likwidacji targu dla koni rzeźnych w Skaryszewie! Uratowaliśmy wspólnie 6 koni z targu w Skaryszewie. Gloria to duża, zimnokrwista klacz z rzekomym rakiem kopyt – ona nie miała szans, że trafi do normalnej stajni. Już na targu bardzo kulała. Wykupiliśmy także jej siostrę Mirrę oraz syna – rocznego ogierka, Kaszmira. Wykupiliśmy także wielką belgijska klacz – Misię. Innego imienia mieć nie mogła, bo jest to po prostu wielki misiek do przytulania. To właśnie cztery konie, które już niedługo przyjadą do Tary (póki co są w pensjonacie w Radomiu, ponieważ nie planowaliśmy wykupu koni w tym roku, nie robiliśmy żadnej oficjalnej zbiórki, po prostu sami wpłacaliście na ratowanie życia. Teraz szykujemy im miejsca w Tarze).

W podobnej sytuacji była Sylwia – nie planowała wykupu koni, na targ przyjechała bez złotówki, a wyjechała z dwoma chorymi końmi – pojechała z nimi prosto do kliniki, gdyż wymagały natychmiastowych zabiegów. To dzięki Wam, którzy na targu wyjmowaliście wszystko, co mieliście w kieszeniach udało nam się wspólnymi siłami uratować Salvado i Destino, tutaj więcej o nich.

Mam nadzieję, ze w następnym mailu będę mogła Wam już przesłać zdjęcia czwórki naszych koni ze Skaryszewa z nowego domu – z Tary. Tymczasem – byle do wiosny!

                                                           

                                                                                    Pozdrawiam serdecznie: Katarzyna Kawka koordynator ds. adopcji

 

 

 

Create Account



Log In Your Account